Zaniosłam pieska do Volterry. Przemknęłam się korytarzem i przeszłam do swego pokoju.
-O , malutki. Gdybyś wiedział gdzie trafiłeś -pomyślałam w duchu. Postanowiłam ,że nazwę go Larko. Teraz tylko musimy cię ukryć przed moim narzeczonym -rozejrzałam się po pokoju - Może... w szafie! - nie byłam pewna na 100% czy to wypali , ale wart o spróbować. Tylko go schowała , wszedł do pokoju Aro.
O! Jesteś Aro! - powitałam go sztucznie
- Cleo co jest?
- Nic kochanie. .. - nagle coś zapiszczało w szafie.
- Cleo co to? - zapytał podejrzliwie Aro.
- Dobra. Muszę ci wszystko powiedzieć. . Po pierwsze, mam tutaj psa.
- Co?! Cleo , jak mogłaś? !
- Aro , jak już teraz jesteś zły to co będzie potem?
- A ci jeszcze masz mi do powiedzenia? - spytał już wściekły Aro.
- No więc , bez twojej woli pojechałam do Hiszpanii i ... zabiłam syna pary królewskiej.
- Cleo...wynocha z zamku. Radź sobie sama. Od dziś. ..
- Aro , ale...
- Acha! I nie będzie żadnego wesela. - powiedział mi mój ukochany.
- Dobrze - odparłam - żegnaj Aro.
Kiedy ten wyszedł, szybko spakowałam ubrania i wybiegłam z Volterry . Pomknęłam do lasu do mojego domu, który niedawno zbudowałam . Z okna miałam widok na Volterrę. Oczy zrobiły mi się suche . Ale no cóż. ..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz